Siądź z tamtą kobietą twarzą w twarz,
kiedy mnie już nie będzie.
Spalcie w kominie moje buty i płaszcz.
Zróbcie sobie miejsce, a mnie oszukuj mile uśmiechem,
słowem, gestem do póki jestem, do póki jestem,
to mnie oszukuj mile uśmiechem, słowem,
gestem do póki jestem, do póki jestem.
Płyń z tamtą kobietą w górę rzek,
kiedy mnie już nie będzie.
Znajdźcie polanę, smukłą sosnę i brzeg.
Zróbcie sobie miejsce, a mnie wspominaj wdzięcznie,
że mało tak się śniłam, a przecież byłam, no przecież byłam,
a mnie wspominaj wdzięcznie,
że tak mało ci się śniłam,
a przecież byłam, no przecież.
Czemu dzwoni w środku nocy nie wiadomo po co.
Może go uczucie do mnie dręczy zwłaszcza nocą.
Milczy długo i namiętnie na dowolny temat.
Dziwny jakiś albo nie ma nic do powiedzenia.
Cichy wielbiciel, liryczny prowokator, ambiwalentny,
nieśmiały adorator. Czy ma zamiary dobre czy złe?
Czemu akurat wybrał mnie? Ironia losu.
Z takim niczego przeżyć nie sposób.
Nawet jeżeli kocha nad życie, co z tego skoro kocha
zbyt skrycie? czemu na mnie tak się zawziął?
Jestem jaka jestem.
Czemu właśnie mnie uczynił adresatką westchnień?
Czy ośmielić go do zwierzeń, czy zniechęcić raczej?
Duży kłopot sprawia taki małomówny facet.
Cichy wielbiciel. Senny marzyciel.
Serca dręczyciel. Cichy wielbicie...
To biel jest może najpiękniejszą z barw
Gdy nocą spod Księżyca rzęs
Płynie na łąki pierwszy śnieg
Nim igliwia sierść poczuje szron
Nim świt usłyszy dzwonki sań
I znajdzie pierwszy ślad
Ty spójrz na biel, na nieobjętą biel
Jej moc, jej blask podpowie Ci
Że biel to Bóg, bezkres, bez czas
Podziwiaj ją, bo jest
Bo jesteś (x2)
Jeżeli ten, na kogo czekam
Przyjdzie teraz- co zrobię?
Dziś rano ogród w śniegu
Tak ładny bez śladu kroków.