(Bosa 2005)
Aby zwolnić puls,
Aby rozprostować myśli,
Aby znaleźć lek na lęk,
Zniknę pośród pól i zanurzę cała w ciszy
Ona ma zbawienny dźwięk.
I tylko tu, gdzie każde źdźbło trawy ma swoje czułe miejsce,
Skleić się da życie, co pękło na pół.
Dotykanie drzew i spierzchnięta kora w dłoni
Szept paproci, bajki z mchu…
W deszczu poczuć chcę wonną wilgoć sierści koni,
Ciemny zapach sennych krów.
I tylko tu, gdzie każde źdźbło trawy ma swoje czułe miejsce,
Skleić się da życie, co pękło na pół.
Siwiejące tło pory zmierzchu w pełni lata,
W piasku ślady bosych stóp.
I choć moje życie to wieczna zgoda na utratę
Chcę na chwilę zostać tu…
Bo tylko tu gdzie każde źdźbło trawy ma swoje czułe miejsce
Skleić się da życie, co pękło na pół
I pozostanie tajemnicą, co robiłam wczoraj przed snem
Czy jestem świętą, czy grzesznicą
Tylko moja mama to wie
To pozostanie tajemnicą
Nie usłyszy o niej świat
Gazety o tym nie napiszą
Nie zarobią netto plus vat
No a pan? Co pan o mnie pomyśli to
I tak mi się w nocy nie przyśni
I pozostanie tajemnica czemu pan wie lepiej niż ja
Ile zarabiam i z kim sypiam, jakie wino piję do dna...
To pozostanie tajemnica
Nie usłyszy o niej świat,
Bo ja tłumaczę się rodzicom
Panu rzucam słowa na wiatr...
No a to, co pan dzisiaj o mnie napisze to i tak
I tak jutro zmieni się w ciszę
Nie z popiołu
Ja z ciebie powstaję
I nie prochem, a Tobą jestem
I kiedy Twe wilgotne srebro smakuje zakochany język
Chcę jeszcze trochę, jeszcze, jeszcze...
Płynę w tobie wciąż bardziej inna
Zazdrosna o nieprzemijanie
I każda twoja nowa postać nieustająco mnie zdumiewa
Choć twój prosty symbol jeszcze ze szkoły znam na pamięć
Pragnę tylko ciebie
Bardziej, niż powietrza
Bo wcale nie trawa, i raczej nie miłość
Tylko Ty, wodo, jesteś wieczna