Czarne, czarne słowa
Ciemny, ciemny las
Zanim powiesz mu, że kochasz
Pierwszy raz
Dziwna, dziwna droga
Jeśli nie ma w nim
Namiętności krzty
Zamarzniesz
Nim przyjdzie brzask
On nie pokocha
Powie Ci serce i czas
Puste, puste pole
Zanim chwyci mróz
Wiesz, że już nie przyśnisz mu
Się wcale
Odejdzie drogą na wschód
Zimna, zimna woda
Oko studni drgnie
Gdy w nim przejrzysz się
Zapłaczesz
Że tak Ci źle, tak Ci źle, tak ci źle
Nie ma innej drogi na południe.
Poza tym się nie spieszę, a lotu boję się.
Czemu myśli Pan, że jestem smutna
i próbuje mnie pocieszyć?
Oboje wiemy, że w jedną stronę mamy bilet.
Powrót nie wchodzi w grę.
I oboje pragniemy choć na chwilę o tym zapomnieć.
A więc zanim nasza podróż się zakończy
na całkiem różnych stacjach
niech Pan pociesza mnie...
Ta noc bezsenna, długa.
Nieruchomo patrzy we mnie.
Czeka za oknem, stoi w żałobie.
Zegar mnie do snu: tik, tak.
Tak namawia potajemnie,
A ja nie zasnę, co na to zrobię.
Że myślę tylko o tym, co nie wróci mi.
O wszystkim co najgorzej serce smuci mi.
O chwilach, które szczęściu nie liczyły się.
O słowach co w melodię zamieniły się.
A noc bezsenna, długa.
W dłoniach ma różaniec z żelu.
Czeka za oknem, stoi w żałobie.
Myślę tylko o tym, co nie wróci mi.
O wszystkim co najbardziej serce smuci mi.
O chwilach, które szczęściu nie liczyły się.
O słowach co w melodię zamieniły się.
Która godzina? Pierwsza, druga, trzecia, czwarta?
A ja myślę półprzytomnie,
Czy ty tej nocy też myślisz o mnie.