Nie z popiołu 
Ja z ciebie powstajÄ™
I nie prochem, a TobÄ… jestem
I kiedy Twe wilgotne srebro smakuje zakochany język
ChcÄ™ jeszcze trochÄ™, jeszcze, jeszcze...
Płynę w tobie wciąż bardziej inna

Zazdrosna o nieprzemijanie
I każda twoja nowa postać nieustająco mnie zdumiewa
Choć twój prosty symbol jeszcze ze szkoły znam na pamięć
PragnÄ™ tylko ciebie
Bardziej, niż powietrza
Bo wcale nie trawa, i raczej nie miłość
Tylko Ty, wodo, jesteÅ› wieczna


To biel jest może najpiękniejszą z barw

Gdy nocą spod Księżyca rzęs
Płynie na łąki pierwszy śnieg
Nim igliwia sierść poczuje szron
Nim świt usłyszy dzwonki sań
I znajdzie pierwszy ślad

Ty spójrz na biel, na nieobjętą biel
Jej moc, jej blask podpowie Ci
Że biel to Bóg, bezkres, bez czas
Podziwiaj jÄ…, bo jest
Bo jesteÅ› (x2)

Jeżeli ten, na kogo czekam
Przyjdzie teraz- co zrobiÄ™?
Dziś rano ogród w śniegu
Tak ładny bez śladu kroków.